opowiadania

Widok przez okno

51547_widok_z_okna_sad

Siedziałam na łóżku wpatrzona w to co się dzieje za oknem. Widok był na plac zabaw, na którym bawiły się dzieci. Była tam piaskownica, gdzie trójka dzieci w wieku około trzech, może czterech lat lepiła z piasku babki. Obok piaskownicy znajdowała się zjeżdżalnia, gdzie dwójka chłopców kłóciła się za pewne o to kto zjedzie pierwszy. Naprzeciwko stała ławka, a na niej siedziały matki, które rozmawiały ze sobą. Ze łzami w oczach siedziałam tak jak zahipnotyzowana. Nagle przed placem zabaw przebiegł jakiś mężczyzna, wysportowany, pewnie trenuje, pomyślałam sobie. Z rozmyślań wyrwał mnie znany mi już głos.
-Ktoś do Ciebie – powiedziała pielęgniarka swoim melancholijnym głosem. Odwróciłam się bez entuzjazmu, wiedziałam bowiem kto przyszedł, bo niby kto inny miał mnie odwiedzić jak nie rodzina, lekarz, bądź psycholog.

Do sali weszła niska, niebieskooka brunetka, ubrana w bordową spódnice do kolan i w białą podkoszulkę, a wraz z nią wszedł zielonooki mężczyzna w czarnych dżinsach i białej koszulce. Oboje uśmiechnięci od ucha, do ucha, lecz mężczyzna z widocznym żalem w oczach. Nic dziwnego pół roku temu spowodował wypadek w którym najmocniej ucierpiała jego córka. Czyli ja. Nie miałam mu tego za złe, ani tego że już nigdy nie będę chodzić. Skąd wiem że nigdy? Tak powiedzieli lekarze… Zabrali mi wszelką nadzieje i radość z życia. Przed wypadkiem byłam zwykłą nastolatką z marzeniami, miałam chłopaka który mnie kochał, a teraz zostawił, bo przecież jestem kaleką bez przyszłości.

Kilka miesięcy temu ojciec próbował popełnić samobójstwo z żalu i winny za to co się stało. Teraz chodzi do psychologa, tak jak ja i próbuję podnieść się na nowo. Wspierać mnie ze wszelkich sił, tak jak mama próbuje.
-Witaj kochanie – powiedziała mama swoim delikatnym głosem, Przytuliła mnie i
położyła na łóżko torbę pełną jedzenia i potrzebnych mi rzeczy. Tato podszedł do
mnie i bez słowa mnie przytulił z lekkim uśmiechem.
-Lekarze coś mówili? Podobno niedługo wracasz do domu, cieszysz się? – spytała
mama rozpakowując torbę i kładąc przeróżne owoce na szafkę obok łóżka.
-Miałam dzisiaj znów badania. Tak, ciesze się, że w końcu zobaczę dom i Kiki – powiedziałam bez entuzjazmu. Kiki to nasz rudowłosa kotka. Można również powiedzieć że to moja jedyna przyjaciółka, która czekała na mnie z niecierpliwością, leżąc w moim łóżku i nie wychodząc z mojego pokoju. Szkoda że jej tu nie ma, było by o wiele weselej i łatwiej znosić te wszystkie badania i kroplówki.

Mama wyszła zapytać lekarza prowadzącego o moje wyniki, a tato został. Usiadł na moim szpitalnym łóżku i złapał mnie za dłoń. Znów przepraszał ze łzami w oczach, a ja jedynie cieszyłam się że żyje i nic mu poważnego nie dolegało. Wciąż męczyły mnie koszmary, znów słyszę pisk opon i potężne uderzenie. Pełno krwi i wrzask ojca…

Moja historia była już dobrze znana. Po wypadku przeszłam załamanie psychiczne. Moje życie straciło sens. Już nigdy nie zatańczę na turnieju tanecznym, ani nawet nie będę mogła podejść na własnych nogach do okna, a tym bardziej gdziekolwiek pójść. Leżałam tak sama, jak warzywo na szpitalnym łóżku, nie mogąc nawet wstać do toalety. To było straszne, nie chciało mi się już żyć, ale wiem jakby to załamało rodziców, gdyby mnie zabrakło. Tym bardziej ojciec nie wytrzymałby beze mnie. Niestety takie jest życie… Życie, które skazało mnie na kalectwo. Nawet rehabilitacja nic by nie dala, jedynie ból i złudną nadzieje. Tak powiedzieli mi lekarze po wszystkich operacjach.

Nagle do sali weszła niska blondynka, włosy miała spięte w kucyk. Niebieskie oczy były rozbiegane po sali w której się znajdowałam. Gdy ujrzała mnie na jej twarzy zawitał szczery przyjacielski uśmiech. Najwyraźniej kogoś szukała, podeszła do mnie bliżej.
– Hej, jestem Agnieszka, szukam swojej mamy, jest przełożoną pielęgniarek, może ją widziałaś? – spytała rozglądając się jeszcze raz po sali. Kiwnęłam przecząco i otarłam łzy, które znajdowały się na policzku. – Jest wysoką blondynką w błękitnym fartuchu, zawsze uśmiechnięta.- powiedziała pokazując dokładnie dokąd ma włosy i jaki ma wzrost.
– Przykro mi, ale nie widziałam jej, może jest w pokoju pielęgniarek.- podpowiedziałam dziewczynie, choć tak naprawdę nie obchodziło mnie to. Nie obchodziło mnie tak naprawdę nic, chciałam jak najszybciej zostać sama, nie lubiłam ludzi. Patrzyli się na mnie ze współczuciem, udawali miłych, bo tak wypada.
– Trudno poczekam aż skończy prace i zadzwoni do mnie, czyli za jakąś godzinę.
Mogę posiedzieć tutaj z Tobą i poczekać na mamę? – spytała wskazując na moje
łóżko.
– Dlaczego chcesz tutaj siedzieć, ze mną? – prawdziwe zdziwienie malowało się
na mojej twarzy.
– Dlaczego nie? Wydaje mi się że potrzebujesz towarzystwa. Leżysz tutaj na sali
całkiem sama, więc pewnie się strasznie nudzisz. Nawet nie ma tutaj telewizora.
-stwierdziła i nie czekając na moją odpowiedź usiadła poprawiając przy tym błękitną sukienkę, aby się nie pogniotła. – Jak masz na imię?
– Martyna -podniosłam się tak, aby wyżej usiąść. Wpatrzona byłam w Agnieszki nogi, które były zgrabne i co najważniejsze sprawne. Sama miałam pokaleczone i za bandażowane po operacjach. Zazdrościłam jej? Na pewno, tego nie można było ukryć. Zarażała pozytywną energią, do tego stopnia, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Tak dawno się nie uśmiechałam, od razu polubiłam tą dziewczynę, jej się nie dało nie lubić.
– Czym się interesujesz? -spytała zaciekawiona.
– Kiedyś interesowałam się tańcem, ale to już nie aktualne. Interesuję się również
fotografią.
– Ja też, uwielbiam robić zdjęcia, najbardziej krajobrazowe. Przepraszam że
zapytam, ale dlaczego leżysz na oddziale pooperacyjny ? – w jej oczach widać
było zakłopotanie.
– Miałam wypadek samochodowy i już nie będę chodzić.
– Współczuję, ale są przecież jeszcze rehabilitacje, które mogą pomóc -powiedziała optymistycznie.
– Niestety w moim przypadku czeka mnie tylko wózek inwalidzki do końca życia.

Rozmawiałyśmy tak przez godzinę, zapomniałam o wszystkim co mi się przytrafiło. Śmiałyśmy się przez cały czas. Po godzinie do sali weszła mama Agnieszki i poszły razem do domu. Obiecała mi przed wyjściem, że jutro również mnie odwiedzi. Nie mogłam się doczekać.

Tak minęły mi kolejne dni, na spotkaniach z Agnieszką i rozmowie. Każdego dnia dawała mi pozytywne myślenie i chęci do wstania z łóżka, była jedyną osobą która choć wiedziała że jestem kaleką, to nadal chciała ze mną rozmawiać. Wyszłam ze szpitala dopiero po kilku tygodniach, ale wciąż spotykałam się z moją nową przyjaciółką, która przychodziła do mojego domu. Okazało się że mieszkamy na tym samym osiedlu. Pewnego dnia wyciągnęła mnie nawet na podwórko, mimo moich wcześniejszych oporów. Miło było znów zobaczyć naturę. Pchała mój wózek, nie przejmując się tym iż oglądają się za nami ludzie, przez co i ja zdobyłam trochę więcej odwagi. Tak minęły mi dwa lata, mimo że spotkało mnie takie nieszczęście, znalazłam przez to swoją prawdziwą przyjaciółkę, na której zawsze mogę polegać. Namówiła mnie nawet na rehabilitacje, na którą uczęszczaliśmy razem, zawsze po jej zajęciach w szkole. Do szkoły nie chodzę, mam indywidualny tok nauczania, ale w przyszłości na pewno do niej wrócę. Nikt by w to nie uwierzył, ale zaczęłam już chodzić na kulach. Lekarze uważają to za cud, a ja z Agnieszką za samozaparcie i ciężką prace. Dziś nie żałuje żadnego dnia i ciesze się każdą chwilą, bo nigdy nie wiadomo co przyniesie
jutro…

~Stokrotka~

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s